poniedziałek, 22 grudnia 2014

[1] The Hogwarts stories

***HEJKA & HELLO***
Dziś post dwujęzyczny! Poprawcie mnie, jeśli zrobiłam jakieś błędy :)
Today bilingual post! Corrrect me if I made any mistakes :)



WERSJA POLSKA
   To miały być zwyczajne święta w Hogwarcie. Chociaż w Hogwarcie nic nie jest zwyczajne. W drugim tygodniu grudnia razem z paczką znajomych wpisaliśmy się na listę osób zostających na święta w szkole. Mało kto oprócz nas postanowił zostać w szkole. Właściwie byliśmy sami. Było to zaskakująco dziwne. Nawet większość nauczycieli wyjechała do domów. 
   Profesor Flitwick uśmiechnął się do mnie, gdy radośnie wchodziłam na Wielką Salę w wigilijny poranek. 
   - Otworzyłaś prezenty? - Zapytał Stephen, mijając mnie w drzwiach.
   - Oczywiście, że nie. Ja dotrzymuję słowa - zaśmiałam się i pokazałam mu worek pełen pakunków- może posiedzisz trochę z nami?
   - Zjadłem już.
   - Człowieku, Wigilia jest. Jak się najesz po raz drugi to nic się nie stanie.
Ruszyliśmy razem do naszego stolika, do stolika Krukonów, lecz w ostatniej chwili skręciliśmy w stronę Gryfonów, jak to było w naszej tradycji. Profesor McGonagall zaśmiała się, ale nie kazała wracać nam do swojej części pomieszczenia. I tak nie miałaby przebicia w tej sytuacji.
   Usiedliśmy i zatopiliśmy zęby w kanapkach, ja bardzo chętnie, Stephen nie do końca. Po chwili po mojej prawej stronie pojawiły się Sophie oraz Megan, a obok Stephena zasiadł Henry. Na przeciwko pojawili się Lavender, Fineas, Felix oraz Katy. 
   - Macie wszystko? - zapytałam.
   - Oczywiście! - odrzekła Sophie i położyła na stole pokaźny worek, nieco większy od mojego.
   Wszystko ze stołów zniknęło i mieliśmy całkiem sporo czasu na prezenty! Zaczęliśmy odliczać razem:
   - 3... 2... 1...
   I wszyscy razem otworzyliśmy nasze worki. Na stół wysypały się pudełka i pakunki różnego rodzaju, a zaraz po tym przez okno wpadła zgraja sów zrzucając na nas tonę listów i paczek.
   - Ok - zaczął Felix. - Zacznijmy od tych zielonych. 
   Rozpakowaliśmy je i wyjęliśmy parę piór i całkiem sporo pergaminu. Były one od rodziców Felixa i Fineasa, którzy pracują w Piórze Amanuensisa na ulicy Pokątnej. Potem nadeszła pora na niebieskie paczki z swetrami. Nikt nie miał wątpliwości, że jak co roku wysłała je ciotka Katy, Lucinda. Lubiła szyć na wszystkie sposoby. Jest ona jedyną czarodziejką w rodzinie Puchonki. 
   Srebrne paczki na pewno były dziełem Megan oraz Sophie. Każdy dostał coś innego. Stephen nowy podręcznik do transmutacji, Katy kilka zeszytów, które w magiczny sposób zawsze znikają, Henry dostał markowe ochraniacze do quiddicha, Felix i Fineas dużo słodyczy, a ja komplet Uszu Dalekiego Zasięgu.
   Minęło może z pół godziny i na stole pozostała tylko jedna paczuszka. Była dla mnie. Rozerwałam ostrożnie papier. Wysunął się z niego świstek papieru. Przeczytałam głośno i od razu pożałowałam.

"Ostatniej Pani Śmierci, 
Lord Voldemort"


ENGLISH VERSION


This was supposed to be ordinary holidays at Hogwarts. While at Hogwarts nothing is ordinary. In the second week of December, along with a pack of friends we wrote to the list of people staying for the holidays at school. Very few people apart from us decided to stay in school. Actually, we were alone. It was surprisingly strange. Even most of the teachers went to their homes.

Professor Flitwick smiled at me when I entered happily at the Great Hall on Christmas morning.

'Did You open gifts?' Asked Stephen, passing me in the door.

'Of course not. I keep my word' I laughed and showed him a bag full of packages. 'Can you sit a bit with us?'

'I ate already.'

'
Man, it's Christmas Eve. How to be full for the second time it's not gonna happen.'

We moved along to our table, the Ravenclaw table, but at the last minute we turned towards the Gryffindor, as it was in our tradition. Professor McGonagall laughed,
but she didn't tell us to go back to our part of the room. And so she would not have deflated in this situation.

We sat down and sank our teeth in sandwiches, I very eager, Stephen was not too happy. After a moment on my right appeared Sophie and Megan and Henry sat next to Stephen. Opposite emerged Lavender, Phineas, Felix and Katy.

'Have you got everything?' I asked.

'Naturally!' Sophie replied and put an impressive bag, slightly larger than mine on the table.

All of the tables disappeared and we had quite a lot of time for gifts! We started to count down time:

'3 ... 2 ... 1 ...'

And everybody together opened our sacks. On the table spilled out boxes and packages of all kinds, and soon after fell out of the window a bunch of owls
dropping tons of letters and packages'.
 

'Ok' Began Felix. 'Let's start with the green.'

we took out a few quills and rolls of parchment. They were from parents of Felix and Phineas, who work at the Pen-Pal amanuensis in Diagon Alley. Then it was time for the blue package with sweaters. Nobody doubted that how every year, they sent from Katy's Aunt, Lucinda. She liked to sew in all ways.
She is the only witch in the family of Huffelpuff girl.

Silver package had come, definitely, from Megan and Sophie. Everybody got something they'd actually like: Stephen - new Transfiguration textbook, Katy - few notebooks that always magically disappear, Henry got Quiddich knee and elbow protectors, Felix and Fineas - a lot of sweets, and I got a pair of Extendable Ears.

It took us about half an hour, before the last package was left to open. It was for me. I tore the paper carefully. A piece of paper pulled out out of it. I read loudlyand immediately regretted.

"Last Lady of Death
Lord Voldemort"
Do przeczytania!
To read!
Anne M