wtorek, 11 listopada 2014

[1] Recenzja - "Gwiazd naszych wina"

***HEJKA***

Dzisiaj krótka recenzja książki, którą pewnie wszyscy znacie :)
Post dedykowany Karolinie, do której ta książka powinna dotrzeć oraz Magdzie, która parę dni temu napisała na facebooku, że film był wspaniały, cudowny itd. po czym wpadła dziś do mnie pożyczyć dzieło Greena :)




"Gwiazd naszych wina" - John Green

Hmmm... Jakby tu zacząć....


No więc jest sobie Hazel. Nastoletnia Hazel. Nastoletnia Hazel z rakiem tarczycy w czwartym stadium i przerzutami na płuca. Dziewczyna nie może samodzielnie oddychać, więc nosi ze sobą małą butlę tlenową i "śmieszne wąsiki". Medyczny cud sprawił, że przeżyła operację i wydłużył jej życie o kilka lat. Dziewczyna ma świadomość, że jest tykającą bombą, która czeka na wybuch. 
Chodzi ona sporadycznie na spotkania grupy wsparcia. Tam "gościu" po amputacji jąder prowadzi zajęcia, na których wszyscy się przedstawiają, mówią jak się czują, opowiadają o swoich problemach, ble, ble, ble...




Tam też dziewczyna poznaje Gusa, a właściwie Augustusa Waltera - Chłopaka, który może być dla niej ideałem. Pokonał on raka tkanki kostnej. Przypłacił przy tym nogą. Biedaczek :(
On i Hazel zakochują się w sobie i mają romantyczne przygody. Jednocześnie czekając na śmierć bohaterki.






Powieść jest przewspaniała! To chyba pierwsze "romansidło" w jakim się zakochałam. Ma kilka zaskakujących zwrotów akcji (dotyczą one głównie Gusa). Jedynym moim zastrzeżeniem jest wieczór w Amsterdamie oraz "ohy" i "ahy" w stosunku do pary (przeczytacie - zobaczycie, o co mi chodzi)

Na podstawie książki powstał film. 
NIE OGLĄDAJCIE GO, BO ZEPSUJE CZYTANIE KSIĄŻKI! 

Ocena książki: 9,654/10

Mam nadzieję, że wam się podobało!

Do przeczytania!
Anne M