piątek, 28 listopada 2014

[1] Some stories... - Inaczej

***HEJKA***
Na wstępie przepraszam, że mnie nie było :( 
Stwierdziłam, że trzeba aktywować stronę z newsami na facebooku.
Cały czas nie wiem, jaki banner narysować :( 

A to zdjęcie jest zbyt epickie, by go nie wrzucić:


Tak czy owak zaczynamy pierwszy, pełnoprawny rozdział "Some Stories..."





   Czułam, że dziś wydarzy się coś złego. Jednak o tym, jak wielkie to zło będzie, dowiedziałam się  wracając ze szkoły do domu.
   Piątkowy autobus wyjątkowo nie miał opóźnienia. Wsiadłam punkt 15.59, a autobus odjechał dokładnie o 16.00. Jechałam słuchając muzyki na słuchawkach i wymyślając nową choreografię, którą chciałam przedstawić mojej trenerce. W pewnym momencie wyjrzałam przez okno. Zobaczyłam grupę ubranych na czarno mężczyzn. O nie...
   Szybko napisałam SMS-y do dwóch moich przyjaciółek o identycznej treści: "387". Już dawno spisałyśmy system alarmowy. Każdy trzyznakowy kod wywołuje inną reakcję mojej ekipy.
   Weszłam do domu jak burza. Muszę się spieszyć. Powiedziałam mamie, że muszę wyjść do Meg i nie wiem, czy przypadkiem nie zostanę tam na noc. O dziwo moja mama się zgodziła i dziesięć minut później stałam z torbą przy drzwiach i wychodziłam na dwór.
   Oczywiście nie szłam do Meg. To byłoby zbyt oczywiste. Mój telefon zabzyczał. To wiadomość od Franka: "Jest u mnie Yell. Przyjdę z nim.". W marszu odpisałam krótkie "OK" i dotarłam do centrum osiedla. Przekroczyłam magiczną granicę. Znalazłam się w miejscu, w którym mogę być sobą.
   Wszyscy już tam byli. Wiedzieli, że stało się. 
   - Zebraliśmy się tutaj - zaczęłam. - Aby omówić dzisiejsze wydarzenia. Jak wiecie jest źle. Kto z was widział dziś coś nienormalnego?
   - Mówisz o tych ludziach? - zapytała Meg. - O tych ubranych na czarno?
   - Tak, właśnie o tym mówię. Wracając ze szkoły minęłam ich chyba z dziesięciu. Starałam się powstrzymać to najmocniej, jak potrafiłam, ale chyba coś wyczuli.
   - Anne, nie możesz dłużej tego ukrywać - stwierdził Frank. - Musisz coś z tym zrobić!
W tym momencie wtrącił się Yell:
   - Mogę wiedzieć, o czym mówicie?
   - Nie wyjaśniliście mu? - zdziwiłam się.
   - I tak by nam nie uwierzył - wyjaśniła Meg.
   - Racja. Dobra Yell, to co teraz zobaczysz może być dla ciebie szokujące, ale to jedyny sposób by do nas dołączyć.
   Zamknęłam oczy. Poczułam przypływ energii. Uniosłam delikatnie ręce i wyszeptałam jedno słowo: "memoria". Sięgnęłam umysłem wgłąb chłopaka i wyciągnęłam wszystko o Instynktach. Nie było tego zbyt wiele. W zasadzie o słyszał to słowo tylko raz, kiedy Frank rozmawiał ze mną przez telefon, a do jego uszu dotarło właśnie to słowo. Szybko wróciłam do swojego ciała. 
   - Co... Co się stało? - zapytał zdezorientowany Yell.
   - Przepraszam, musiałam wejść do twojego umysłu i przeszukać ci pamięć.
   - CO?! COŚ TY ZROBIŁA?
   - Spokojnie, wyszukałam tylko to, co związane z Instynktami.
   - Z czym?
   - No właśnie... Otóż każdy człowiek ma Instynkty. Mogą być nimi umiejętności i cechy, chociażby malowanie czy charyzma. Ale niektórzy mają trudniejsze Instynkty, nadnaturalne umiejętności, często mylone z magią.
   - I ty takie właśnie masz?
   - Otóż to. Takie Instynkty są niebezpieczne i polują na nie Łowcy Instynktów, czyli właśnie ci ludzie, którzy dziś krążą po okolicy.
   - Nie łatwiej im oddać Instynkty i mieć to z głowy?
   - Ludzie nie potrafią żyć bez Instynktów - wtrąciła Sophie. - Zginą, a pamięć o nich zaniknie. Ten, kto zginie z powodu braku Instynktów, po prostu zostanie zapomniany, a wszystkie wspomnienia z nim będą mogły być wywołane tylko Instynktem Memoria.
   - W takim razie musimy coś zrobić. Tylko co?
   - Słuchajcie - powiedziałam. - Jest coś o czym wam nie mówiłam. Instynkty można przenosić do innych umysłów, jednak jest to bardzo ryzykowne.
   - Musimy spróbować. Za wszelką cenę.
   - Dobrze. Nie mam wyboru.
   Zamknęłam oczy i skupiłam się na nich. Rozdałam im po Instynkcie. Kosztowało mnie to dużo energii. Ich pewnie też. Ból, który zaatakował nasze ciała i umysły był zbyt wielki, by z nim wygrać. Musiałam się poddać. Poczułam złość, radość, smutek i wszystkie inne emocje na raz. Rozdzierały one moje ciało. Uwalniałam je po kawałeczku, ale w końcu przejęły nade mną kontrolę i wybuchnęły, rozdzierając mnie na małe kawałeczki. Myślałam, że to koniec. Ba! Nawet byłam pewna. To co się z nami działo, było zbyt trudne. 
   Kątem umysłu poczułam inny umysł. Chciałam się do niego schować, by uniknąć tego, co mnie niszczyło, ale tam było tylko gorzej. Poczułam chłód, ból, a potem nagłą falę gorąca i jeszcze więcej cierpienia. 
   Wyszłam z niego i znalazłam się w kręgu światła. Dookoła mnie czułam świadomości przyjaciół. Zachłannymi rączkami sięgały ku mnie by rozerwać na atomy. A gdy dotknęły mnie uleciało wszystko.
   Otworzyłam oczy. Leżałam w kręgu wśród śpiących przyjaciół. Wyczułam czternaście umysłów, choć wydaje mi się, że wcześniej było ich więcej.


Troszkę długo, ale mam nadzieję, że dotrwaliście do końca.
Do przeczytania!
Anne M